W dwójnasób osobista.
Pamięta ktoś takiego "przytulacza", jak Senza Una Donna. Był rok chyba 1991. Na szkolnej dyskotece lekko kołysząc się do rytmu przytulaliśmy się z koleżanką z klasy nomen omen Anią. Było miło. Dziś przypadkiem trafiłem znów na nią, dopiero dziś zrozumiałem tekst. Wtedy w szkołach uczono rosyjskiego. Kołysząc się do rytmu nie mogłem wiedzieć, że do mojego stanu ducha/życia słowa pasować będą dopiero jak ulał parę lat później... Zresztą wtedy w '91 nie miało to jednak większego znaczenia.