W dwójnasób osobista.

Pamięta ktoś takiego "przytulacza", jak Senza Una Donna. Był rok chyba 1991. Na szkolnej dyskotece lekko kołysząc się do rytmu przytulaliśmy się z koleżanką z klasy nomen omen Anią. Było miło. Dziś przypadkiem trafiłem znów na nią, dopiero dziś zrozumiałem tekst. Wtedy w szkołach uczono rosyjskiego. Kołysząc się do rytmu nie mogłem wiedzieć, że do mojego stanu ducha/życia słowa pasować będą dopiero jak ulał parę lat później... Zresztą wtedy w '91 nie miało to jednak większego znaczenia.

"Zazwyczaj wiemy zbyt mało o motywach takich a nie innych zachowań, nie znamy ani wszystkich uwarunkowań, ani wszystkich tajemnic, a przez to jesteśmy skłonni do krzywdzących uogólnień. Spoglądając z odległego zewnątrz, widzimy jedynie rozmazany w jednym miejscu i przesadnie podkolorowany w innym portret kogoś na niewyraźnym lub krzykliwie przesadzonym tle pozbawionym szczegółów. Ta optyka, z definicji, jest optyką osoby niedowidzącej. Gdy taka osoba na dodatek nienawidzi, to staje się niewidoma. Prawo do sprawiedliwego sądu nad kimś mamy dopiero wtedy, gdy zechcemy i będziemy starali się go zrozumieć. A do tego potrzebne jest przekroczenie pewnej granicy intymności. Dopiero za tą granicą wolno nam zacząć budować własną teorię dobra i zła, ciągle pamiętając, że i tak będzie względną..."

Janusz Leon Wiśniewski
Franfurkt nad Menem, 2005